Archiwa

Kategorie

Śladami jamajskiego rude boya

Ostatnie teksty, które pojawiły się na blogu, dotyczyły mojego pobytu na Jamajce, koronawirusa i ogólnie sytuacji, z którą zmagamy się już od ponad roku. Co prawda widać światełko w tunelu, ale na razie jeszcze tli się zbyt słabo, aby myśleć o szybkim zakończeniu tego bolesnego dla wszystkich okresu. Siedząc tak zamknięta w domu, pracując nad nowymi projektami, dbam o to, aby jamajskie klimaty były nieodłączną częścią mojej codzienności. Jednym z moich sprawdzonych sposobów jest oczywiście słuchanie muzyki. Od kilku tygodni dancehall poszedł w odstawkę, a na mojej playliście zaczęły królować radosne dźwięki ska oraz spokojniejsze rocksteady i reggae, które poprawiają mi nastrój. 

I tak wsłuchując się w teksty piosenek, powstał pomysł na nowy wpis, który jak wehikuł czasu przeniesie nas na Jamajkę lat 60. i 70. XX wieku, gdzie poznamy młodych zbuntowanych rude boyów. W jamajskiej kulturze popularnej pojawili się oni właśnie w latach 60. Życie buntownika sprzeciwiającego się opresyjnemu systemowi, który w walce o swoją przyszłość schodzi na złą drogę, czy też chłopaka, którego pociąga ciemna strona życia i bycie na bakier z prawem, stało się tematem wielu piosenek tamtej epoki.

Tak to już jest, że świat sztuki i kultury jest swego rodzaju lustrem, w którym odbija się kondycja społeczna danego narodu. A zachowania grup wpływających istotnie na życie danej społeczności stają się kanwą ekspresji artystycznej. I tak jak we współczesnym dancehallu jednym z popularnych tematów do nawijania jest życie badmanów, czyli bezwzględnych gangsterów, tak w ska i rocksteady chętnie śpiewano o rude boyach.

Czas na niepodległość 

Lata 60. na Jamajce to czas wielkich zmian politycznych. Kraj w 1962 roku uzyskuje niepodległość, a w narodzie ożywa nadzieja na lepsze jutro i zerwanie z kolonialną przeszłością. Jest to era rozwoju ruchów o zacięciu nacjonalistycznym. Afrojamajczycy zainspirowani działalnością Marcusa Garveya coraz mocniej angażują się w odbudowywanie poczucia własnej wartości, rosną chęci do samostanowienia i zerwania z kolonialnym systemem ograniczającym ich wolność. 

Niestety jak przy każdej rewolucji, kiedy kolorowy kurz radości i poczucia zwycięstwa opada, następuje zderzenie z szarą rzeczywistością. Mimo, jakby mogło się wydawać, głębokiej zmiany politycznej, warunki życia najbiedniejszej części społeczeństwa nie uległy poprawie. Wielu młodych szukało lepszego jutra, wyjeżdżając do miast. Jednak system nie oferował im wsparcia, którego potrzebowali. 

Niegrzeczne chłopaki 

W takim klimacie ogólnego społecznego poruszenia – początkowo radości, a później zawiedzionych nadziei – na Jamajce powstała nowa subkultura znana jako rude boys. Byli to młodzi czarnoskórzy mężczyźni, wyrzuceni przez system na margines społeczny. Mieszkańcy biednych dzielnic jamajskich miast, którzy nie widząc dla siebie perspektyw na wyjście z nędzy, wchodzili na ścieżkę przestępczości. Ich życie oraz poczynania, tak jak już wspomniałam, stały się modnym tematem dla jamajskiego świata kultury, a w szczególności muzyki.

W latach 60. na Jamajce prym wiodło skoczne ska, którego wesołe rytmy odzwierciedlały radość z odzyskania niepodległości, a kilka lat później, kiedy entuzjazm zastąpiło zwątpienie – nieco wolniejsze rocksteady. 

Z jednej strony w nurcie piosenek o „niegrzecznych chłopakach” powstawały utwory ukazujące rude boya jako romantycznego bohatera walczącego z systemem i buntującego się przeciwko niesprawiedliwości – w literaturze określano ich mianem cultural rude boys. Z drugiej strony idea walki z niesprawiedliwościami nie do końca interesowała niektórych młodych gniewnych – pociągało ich raczej bycie na bakier z prawem: łatwy zarobek, kradzieże, sutenerstwo, rozboje. Chociaż próbowali się kreować na Robin Hoodów, którzy okradają złych bogaczy, dość często stawali się uciążliwymi przestępcami dla własnych społeczności lokalnych.

Rude boye odegrali też rolę w świecie rozwijającej się kultury sound systemów. Byli oni zatrudniani przez organizatorów tych obwoźnych „dyskotek” jako ochrona, a czasem opłacani, żeby wzniecać rozróby na imprezach konkurencyjnych sound systemów. Zdarzało się również, że takie awantury wybuchały same z siebie. 

Tekstowe inspiracje 

Jednym z pierwszych utworów, który bezpośrednio odnosił się do fenomenu rude boya i jego gwałtownych, często agresywnych, zachowań, było wydane w 1964 roku Simmer Down Boba Marleya & The Wailers. Piosenka była swego rodzaju apelem do rude boyów, aby „wyluzowali”, zaczęli kontrolować swoje zachowanie i temperament i zaprzestali przyczyniać się do szerzenia przemocy w Kingston. 

Część piosenek o „niegrzecznych chłopakach” była bardziej neutralna w wyrazie – po prostu opisywała to zjawisko, np. Ruff and Tough Stranger Cole Rudies Are the Greatest The Pioneers, Too Hot Prince’a Bustera. Wiele utworów stanowiło jednak otwartą krytykę poczynań rude boyów: Dance Crasher, Cry Tough Altona Ellisa A Message to You, Rudy Livingstona, Don’t Be a Rude Boy The Rulers.

Jeśli chcesz posłuchać kawałków muzycznych poświęconych rude boyom, to na Spotify przygotowałam dla Ciebie specjalną playlistę.

Rude boye w Wielkiej Brytanii 

Rude boye pojawili się również w Wielkiej Brytanii za sprawą jamajskich emigrantów. Subkultura została ukształtowana przez młodych Jamajczyków z tak zwanego „Windrush Generation”. Nazwa wzięła się od statku, na którego pokładzie w 1948 roku z Karaibów do Wielkiej Brytanii przypłynęli między innymi Jamajczycy, aby pomóc w jej odbudowie po wojnie. 

Dzieci jamajskich emigrantów z „pokolenia Windrush”, na przekór rodzicom, którzy próbowali zdobyć akceptację nieprzychylnego nowym przybyszom społeczeństwa brytyjskiego, buntowały się przeciwko skostniałemu systemowi. Słuchali ska, rocksteady a później reggae. Za stylem życia szła oczywiście moda, rude boya można było poznać po jego stroju (kapelusz, elegancka marynarka lub płaszcz).

Co ciekawe rude boye mieli duży wpływ na powstanie dwóch brytyjskich subkultur modsów oraz skinheadów. Skinheadzi, dzisiaj kojarzeni z prawicowym radykalnym nacjonalizmem i rasizmem, na początku byli zbuntowaną młodzieżą brytyjskiej klasy robotniczej, poszukującą swojej tożsamości i nieakceptującą otaczającej ich rzeczywistości. Pokochali oni ska i tak właśnie bunt przeciwko systemowi, moda i muzyka połączyły młodych Jamajczyków i Brytyjczyków. Skinheadzi czerpali z jamajskiej kultury i na początku byli kojarzeni z tolerancją i jednością międzykulturową. Niestety później subkultura skinheadów została zawłaszczona i wypaczona przez skrajnie prawicowe ugrupowania polityczne. Dziś kojarzy się ich głównie z rasizmem i ksenofobią. Oczywiście wśród współczesnych skinheadów istnieją grupy, które odwołują się do korzeni, propagując rasową równość, ale są raczej mniejszością. Jeśli zainteresował Cię ten temat, to koniecznie obejrzyj na YouTubie dokument Dona Lettsa The Story of Skinhead oraz znakomity film fabularny Shane Meadows’a To właśnie Anglia (This is England).

Original Rude Boy 

Pisząc o rude boyach, nie mogłam pominąć ważnego filmu, który wprowadził postać gniewnego buntownika z getta na ekrany kin. Chodzi oczywiście o The Harder They Come (w polskim tłumaczeniu Nierówna Walka) Perrego Henzella z 1972 roku, w którym główną rolę zagrał piosenkarz Jimmy Cliff. Jest to opowieść o utalentowanym buntowniku marzącym o karierze muzycznej. Jednak w skorumpowanym światku jamajskiego przemysłu fonograficznego nie jest to możliwe do zrealizowania. Walka z systemem sprowadza bohatera na złą drogę. Jeśli jeszcze nie widziałeś tego filmu, to szczerze polecam nadrobić zaległości. Film świetnie wprowadza w klimat Kingston lat 70., a ponadto odznacza się genialną ścieżkę dźwiękową. Piosenka tytułowa Harder They Come oraz utwór You Can Gent It If You Really Want to moi zdecydowani faworyci – są na mojej playliście ulubionych jamajskich piosenek. 

Zwiastun filmu The Harder They Come

Ale wracając do samej fabuły, jest ona luźno inspirowana życiem legendarnego jamajskiego przestępcy Vincenta Martina. Był on przez niektórych określany mianem „original rude boya”. Urodził się w 1924 roku w Saint Catherine, a został zabity przez policję w wieku zaledwie 24 lat. Jako nastolatek wyjechał do Kingston, szukając lepszego życia, jednak szybko stał się częścią światka przestępczego. Został skazany na karę pozbawienia wolności, po czym uciekł z więzienia, dokonując kilku rozbojów i zabójstw. 

Jest on legendarnym antybohaterem jamajskiej popkultury. Co sprawiło, że był aż tak popularny? Jego pociąg do sławy. Ścigany przez policję znajdował sposoby, aby było o nim głośno, np. wysyłał listy do prasy z informacjami, co zrobił, a nawet napadł na fotografa, aby ten sfotografował go z bronią w ręku, a później wysłał owo zdjęcie do dziennikarzy. 

Vincent Marin jeden z najsłynniejszych jamajskich przestępców.

Medialny pościg oraz brawura złoczyńcy działały na wyobraźnię mieszkańców Jamajki. Martin był tak popularny, że władze na Jamajce musiały zataić informację o miejscu jego pochówku (został zabity przez policję na wysepce Lime Cay, gdzie podobno czekał na statek, którym miał uciec na Kubę), aby uniknąć zgromadzenia ludzi chcących wziąć udział w pogrzebie. 

Martin, który posługiwał się pseudonimem „Rhyging” (co w jamajskim patois znaczy: dziki, zły) stał się pierwowzorem rude boya i prawdziwą ikoną jamajskiej kultury popularnej.

Poza „original rude boyem” źródłem natchnienia dla subkultury zbuntowanych chłopaków były między innymi westerny czy przygody Jamesa Bonda. Jedną ze słynnych piosenek z nurtu rocksteady nawiązujących do tych ekranowych inspiracji jest piosenka Desmonda Dekkera 007 Shanty Town.

Z czasem w muzyce (bezpośrednio po reggae) wyłonił się nowy gatunek muzyczny – dancehall, który kontynuował tradycje pisania tekstów o młodych gniewnych chłopakach z jamajskiego getta. Jednak w tym wypadku rude boya powoli zaczął wypierać badman – bezwzględny gangster. Ale jest to już inna historia i zasługuje na osobny artykuł. 

Tak więc ciąg dalszy nastąpi…

Dodaj komentarz